Rozdział II "Zakon Feniksa?" >> wtorek, 22 kwietnia 2008 17:34:36
Wiem, ze długo nie dodawałam notki ;(
Ale wreszcie znalazłam czas i oto kolejny, drugi rozdział ;)
Mam nadzieję, że będzie sie podobało!
Nie mogła zasnąć. Cały czas miała przed oczami obraz syna, z którego powoli ulatniało się życie. Do końca życia nie zapomni tego widoku.
Przez noc nie zmrużyła oka. Wszystkie emocje, które próbowała ukryć wczorajszego wieczoru teraz dały o sobie znać. Nad ranem musiała wstać, by udać się do pracy. Mogła zostać w domu, ale gdyby to zrobiła leżałaby bez przerwy w łóżku, płacząc. Wolała pójść do pracy i chociaż na chwilę zapomnieć o wydarzeniach z kilku ostatnich dni. Stanęła przed lustrem i przeraziła się tym, co zobaczyła. Twarz miała całą bladą, worki pod oczami od długiego płaczu i zmęczenia były dosyć widoczne. Próbowała się ich pozbyć, ale tylko w małym stopniu jej się udało. Ubrała się na czarno, a długie, jasne włosy związała w kok. Spakowała do torby rzeczy, które miały jej być potrzebne do pracy na dzisiaj. Wychodząc odwróciła się w stronę domu. Był duży i piękny, ale pusty. Już nigdy nie usłyszy płaczu Scorpiusa, który potknie się o swoje zabawki i upadnie na ziemię. Już nigdy nie ujrzy uśmiechu na twarzy syna, który przybiegnie się z nią przywitać. Czuła się osamotniona. Głęboko w jej sercu czuła nienawiść do Voldemorta. Nie była jeszcze tego świadoma. Na razie jej umysł zajmowała rozpacz za synem, nie zemsta...
Gdy znalazła się w ministerstwie zauważyła jak ludzie na nią patrzą. Niektórzy współczuli jej, inni zaś byli zdziwieni, że przyszła do pracy. Starała się wszystkich ignorować, co było bardzo trudne. Zjechała windą na drugie piętro. Wchodząc na nie natknęła się na Hermionę Weasley, która również była aurorem.
-Witaj, Liv. - przywitała się, pochodząc do niej. - Przykro mi z powodu tego, co się stało. - ciągnęła dalej.
-Witaj Hermiono. - powiedziała cicho, nie patrząc na swoją rozmówczynię.
-Jak się czujesz? Nie musiałaś przecież przychodzić do pracy.
-Tak, wiem. Ale wolałam się czymś zająć, niż siedzieć w domu, gdzie jest tyle wspomnień.
-Rozumiem. Jeśli byś czegoś potrzebowała, to daj znać. Do zobaczenia! - pożegnała się i zostawiła Liv na środku korytarza. Po chwili udała się do swojego gabinetu. Nie mogła się na niczym skupić. Bez przerwy winiła siebie za to, co spotkało Scorpiusa. Dlaczego jej tam nie było, gdy to się stało? Dlaczego nie znalazła kogoś lepszego na jego opiekuna? Była taka szczęśliwa. Wiedziała, że to szczęście się kiedyś skończy, ale nie spodziewała się, że w tak okrutny sposób. Śmierciożercy zabili jej jedynego syna. Mąż ją zostawił nie wiadomo z jakiego powodu. Myślała, że ją kochał. Czy przez cały czas kłamał?
W tych czasach Vodemort szukał sojuszników. Jeśli ktoś miał czelność mu odmówić, zabijał. Był brutalny, bezlitosny, żądny władzy. Nikt nie był w stanie go powstrzymać. Liv przypomniało się o Zakonie Feniksa. Hermiona pytała ją kiedyś, czy nie chciałaby się do nich przyłączyć. Wtedy odmówiła przez wzgląd na syna. Był mały... nie chciała ryzykować, ale teraz... nie ma nic do stracenia... Wyszła ze swojego gabinetu i skierowała się w stronę biura Hermiony. Okazało się jednak, że tam jej nie ma. Po drodze spotkała Marie, młodą czarownicę, która niedawno zaczęła pracę tutaj.
-Witaj Marie. Wiesz może, gdzie jest teraz Hermiona Weasley? - spytała.
-Tak, na trzecim piętrze. W gabinecie pana Pottera.
-Dziękuje, bardzo mi pomogłaś. - powiedziała, odchodząc. Kilka minut później stała już przed gabinetem Pottera. Nie znała go za dobrze. Słyszała jednak o czynach, których dokonał.
-Harry, jest nas za mało... nie zdołamy go pokonać. - mówiła Hermiona. Liv nie chciała podsłuchiwać. Zainteresowała ją jednak ta rozmowa.
-Wiem, Hermiono, ale musimy mieć zaufanych ludzi w Zakonie. Teraz trudno o takich...
Zapukała, a oni umilkli.
-Proszę. - odezwał się Potter po chwili.
Liv nacisnęła na klamkę, otwierając tym samym drzwi.
-Dzień dobry. - przywitała się. - Ja myślę... że ja bym mogła się do was przyłączyć. Mam na myśli zakon...
-W końcu się zgodziłaś. Potrzeba nam takich ludzi jak Ty. - odezwała się kobieta. Harry Potter nie był przekonany, a to od niego wszystko zależało.
-Ja wiem, że pan i mój mąż Draco byliście największymi wrogami za czasów szkolnych, ale...
-Nie o to mi chodzi, pani Malfoy. Po prostu nie wiem, czy jest pani w stanie temu podołać. Straciła pani niedawno syna...
-Harry, jestem pewna, że Liv sobie poradzi. - wtrąciła się Hermiona.
-Hm... no dobrze... zaufam Hermionie. Zna panią lepiej, niż ja. Zebranie jest za dwa dni na Grimmauld place 12 o 17:00. Proszę się tam zjawić punktualnie.
-Rozumiem. Dziękuje i dowidzenia. - powiedziała, po czym wyszła.
Wiem, że trochę krótki ten rozdział, ale cóż.
Ważne, że jest ;)
Pozdrawiam! ;*
Megami! ;*
komentarze [0]
| Lay&html by
Pati dla
lost-in-the-darkness |